„Nie pragnę tego, aby moja kara więzienia dobiegła końca przed odpowiednim czasem. Kocham moje łańcuchy. Moje zmysły wprawdzie ich nie lubią, ale moje serce jest od nich oddzielone i unosi się ponad nimi”.
Madame Guyon

Na wzgórzach południowych Indii rosną wysokie i piękne krzaki dzikich róż. Tamte róże są większe niż te, które rosną obok naszego domu i pachną niesamowicie słodko. Jednak to nie one zostały przywołane przez mój umysł tymi słowami. Zobaczyłam raczej małe, niskie, bardzo kolczaste krzaki róży szkockiej rosnące w staromodnym angielskim ogrodzie. Były one pokryte niepozornymi różowymi kwiatami. Ich cudowną właściwością jest wszechprzenikający zapach. Zobaczyłam kogoś, kto przez długi czas był w kraju, gdzie nie rosną cierniste krzewy, ucinającego gałązkę, odcinającego kolce i podającego mi ją.

Może osoby, dla których rozkwitnie róża z mojego ciernistego krzewu, te które w istocie niezauważalnie jak łyk powietrza, w tęsknocie i miłości, zawsze przechadzają się znajomymi drogami, ulicami, ścieżkami, nie znajdą kłujących kolców na łodydze róży z mojego dzikiego krzewu.

Sądzę, że słowa, które Madame Guyon napisała prawie trzysta lat temu stają się aktualną prawdą, kiedy Ten, którego miłują nasze dusze, zbliża się do nas i łagodnie wspomaga nas w naszych ludzkich słabościach. Jesteśmy przenoszeni nad znużeniem ciągnącym nas w dół, wznosimy się na skrzydłach, znajdujemy sekretną słodkość w naszym ciernistym krzewie. To nie z nas. To Miłość nas unosi. Miłość jest tą słodyczą.

Jeśli to czytasz będąc pogrążonym w wielkim znużeniu lub jesteś wyczerpany bolesnym zranieniem, lub znajdujesz się w straszliwym uścisku bólu, pamiętaj, że Ten, który kocha tak jak nikt inny nie potrafi kochać, Ten który wszystko rozumie nie jest daleko. On chce, żebyśmy do Niego mówili. On może sprawić, że powiemy:

„Ty mi wystarczysz, mój miły, Mój Panie”.